ODRZUCONY OBRAZ ;)

Clive Staples Lewis, Odrzucony obraz, Warszawa, 1986.

Clive Staples Lewis (ten Pan od „Opowieści z Narnii”) wskazuje na „przytłaczająco książkowy i naukowy” charakter kultury średniowiecza, nie zaś na na obszar bardziej pogłębionego relatywizmu duchowego, choć oczywiście funkcjonował on nierozerwalnie. Co ciekawe, w połączeniu z myślą przytoczoną wcześniej, naukowość scholastyczna - teologia, mimo, że oparta na strukturze myśli objawionej, współistnieje z bardzo logicznym związkiem przyczynowości, który poprzez redakcję mnogiej liczny autorytetów, robiła się bardziej naukowa, niż zwyczajowo podejrzewamy o to myśl średniowieczną. Dodatkowo Lewis zwraca uwagę na systemowe dochodzenie do zasobu kulturowego średniowiecza, próbując rozróżnić mniej ogarnięte okresy w czasie, kiedy to ludzie z większym ograniczeniem cywilizacyjnym, swoją kulturę chłonęli bardziej intuicyjnie. A zatem biorąc pod uwagę „kanał wprowadzania”, średniowiecze budowało swoją wizję świata w mniejszym stopniu na obserwacji, a bardziej opierało się na słowie pisanym utrwalonym w książkach. Z drobnym jednak zastrzeżeniem, kulturowość średniowiecza to termos kulturowy nadpisów grecko-rzymskich i asymilowanego patchworku osadu ludów odrębnych cywilizacyjnie, które stopniowo dołączały do ekumene. 
Tu też nie mogę uciec przed cytatem z przywoływanego autora: „W najbardziej charakterystycznym dla siebie wydaniu człowiek średniowiecza nie był marzycielem ani wędrowcem. Był organizatorem, kodyfikatorem, budowniczym systemów.” Z determinacją dążył, żeby wszystkie składowe świata, zostały umieszczone na swoim miejscu. Nawet tak nieoczywiste i impulsywne elementy życia, jak np wojna (intencyjnie) zostaje zostaje sformalizowana w rejestry schematów heraldyki czy reguł zachowań rycerskich, namiętność ta bardziej przyziemna (seksualna), również intencyjnie otrzymuje swój mocno wystudiowany kodeks zachowań miłosnych. Zatem średniowiecze to trochę spokojna, niezmordowana, radosna energia, namiętnie systematycznych umysłów, doprowadzających masy niejednorodnego materiału do poukładanej jedni.

To jest niestety poważna książeczka, napisana okropnie erudycyjnie, widać tam spiętrzenie warsztatu wiedzowego autora, który nie tylko nim się posługuje, ale i wywija piruety, przy ogarnięciu, których kurczę się w kornym poczuciu wstydu własnej tępoty. Tępota boli :\

Komentarze