(RDZ 13,1-4) ABRAM ROZSTAJE SIĘ Z LOTEM, "DOTYKA" MNIE - HAPTYKA ;)

Bodleian Library MS. Bodl. 270b, Bible moralisée, 1226 - 1275, Francja, Paryż.

(Rdz 13, 1-4) 1 Abram wywędrował więc z Egiptu z żoną i całym dobytkiem swoim oraz z Lotem do Negebu. 2 A był Abram już bardzo zasobny w trzody, srebro i złoto. 3 Zatrzymując się na postojach, Abram zawędrował z Negebu do Betel, do tego miejsca, w którym przedtem rozbił swe namioty, między Betel i Aj, 4 do tego miejsca, w którym uprzednio zbudował ołtarz i wzywał imienia Pana - (Biblia Tysiąclecia, czwarte wydanie).

Metryka:

Biblia moralizowana;
Źródło: Bodleian Library MS. Bodl. 270b;
Estymacja czasowa: 1226–1275;
Miejsce wydania: Francja, Paryż;
Autor: brak danych;
Język: łacina;
Materiał: pergamin;

Tak słowem komentarza:

Atrybut dobrej podroży tj. laga pątnicza zaginęła już jakieś dwa obrazki wcześniej, w dynamice egipskich perypetii. Abram jednak w drodze, nawet już przy jej schyłku, tym razem bardziej nierozerwalnie ze swoją żoną, trochę tak jakby bał się gdzieś te istotności w trasie pogubić ;) FAjna ta narracja drogi, kiedy idący bohaterowie swoja docelowość mają wyznaczoną radykalną zmianą krajobrazu. Ciek wodny, wykwit zabudowy, to początek czegoś nowego, zapowiedź stabilizacji i bezpieczeństwa. Dobrego miejsca, żeby osiąść i czuć się dobrze. Ten cudny ogonek pątników został przedstawiony z ogromną zręcznością, spójnie, pozornie z dużym uszczegółowieniem, które przy bliższym poznaniu, okazuje się  bardzo prostym zestawem instrumentarium twórcy, z ogromnym doświadczeniem i rutyną. Zwrócę jeszcze uwagę na "pracę nóg", która sugeruje nieustająca wędrówkę. Młody Lot zamykający kolumnę podróżników wychodzi z jednej strony, okolonej ramką kompozycji. Saraj, postać umieszczona w centrum pochodu, przemieszcza się w obszarze przedstawienia, Abram, kroczący przodem, lewą nóżką już następuje na próg obramienia obrazu, sugerując jednak, że jakaś docelowa istotność znajduje się poza progiem naszego widzenia (właśnie dotarło do mnie, że sobie zaprzeczyłem, wyżej piszę o osiągnięciu określonego narracją celu podróży, a wątek kończę wizją docelowości poza obszarem dostępnym dla widza - śmieszne ;) Ewolucyjne te manowce myśli ;)

Jeszcze jedna rzecz mnie "dotyka" - haptyka tych przedstawień. Oprócz tego, że przedstawienia ilustracyjne kultur semickich pozostają nieco aikoniczne, a pokazywanie Boga na obrazie było radykalnie zabronione (Rdz 20, 4-5) Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! 5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył,... Co śmieszne, publiczne dotykanie kobiety przez mężczyznę, czy co gorsza zjawisko odwrotne, w ogóle nie mieściło się w zakresie jakiegokolwiek normatywu decorum obyczajowego. Tylko chyba obszar stanowiący jurysdykcję papizmu, był miejscem, w którym można było sobie na taki numer pozwolić. Synagoga tego typu przedstawień by nie ogarnęła swoim kanonem społecznego przetwornika doktryny na obyczaj ;) Mam też wrażenie, że średniowiecze, właśnie poprzez pokazywanie komunikacji gestu haptycznego, daje nam do zrozumienia jak bardzo pozostawało zmysłowe, świadomości czego pewnie teraz, współcześnie nie bardzo chcemy przyjąć ;) O dziwo, wszystkie zmysły są ważne, świadomość obecności przez dotyk również. Miło to zobaczyć tak świadomie na obrazach zaprzeszłych, szczególnie kiedy średniowiecze strukturalnie nadpisem naszych matryc, narzuca mit puryzmu i zacofania ;)

Komentarze